Przed naszym blokiem stół do pingla stoi, to nas będzie motywował. Początki,no wiadomo, takie sobie. Na razie robimy więcej skłonów i przysiadów, niż odbijamy piłeczkę, ale zawsze to jakiś ruch na powietrzu (specjalnie nie piszę świeżym) i to się liczy. Basia oczywiście też się od razu do pingla zapaliła. I sterczy przy tym stole i mendzi nam za uszami:
-Mogę zagrać, mogę?!
Człowieka od razu nerw chwyta. Tu by chciał wreszcie zacząć odbijać tę piłeczkę, tu nie wypada dziecka do sportu zniechęcać. A przecież z nią, to o żadnym odbijaniu nie ma mowy, tu same skłony i przysiady. A jak już tak pomyślę, to zaraz mam pretensje do siebie, że dziecko odtrącam i oddaję jej tę paletkę, niech gra. Darkowi się przyda trochę więcej skłonów i przysiadów porobić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz